Witaj na blogu fotograficznym z dominującym tematem fascynującego Wrocławia!

Kontakt:

popieram

WAŻNE!

Tekst oraz zdjęcia prezentowane na blogu są własnością autora (Grzegorz Ajdukiewicz / http://fotoswiat.pl) i chronione są prawem autorskim. Jeśli chcesz je jakkolwiek wykorzystać, skontaktuj się najpierw ze mną. Za złamanie praw autorskich grozi kara grzywny lub więzienia do lat 3. (Art. 115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych).


06. Dolny Śląsk

piątek, 22 lutego 2013
Udało się po czterech latach i jednym miesiącu ponownie stanąć na szczycie Śnieżki zimą. Miałem przyjemność zdobywać ten szczyt w grudniu, styczniu, a teraz wybrałem się tam w lutym. Warunki za każdym razem były tak samo zimowe. Przy poprzednich wypadach jedynie była lepsza widoczność. Zdarzało się nawet piękne, błękitne niebo. Tym razem było jedynie ciepło (jak na zimę). Chmury lub mgła ograniczała zwykle piękne widoki. Ale co tam! Trasę znam na pamięć, więc do szczęścia wystarczyła mi świadomość, gdzie się znalazłem.

sobota, 09 czerwca 2012
Fajnie się nazywa? A jadąc tam z Legnicy (37km) lub z Wrocławia (108km) można po drodze przejechać Pielgrzymkę lub Nowy Kościół. Góra Ostrzyca (górka - 501 m n.p.m) znajduje się w Sudetach, w pasmie Pogórza Kaczawskiego, na Wysoczyźnie Ostrzyckiej. Jest pozostałością komina wygasłego trzeciorzędowego wulkanu tarczowego. W okolicy takich górek znajdziecie sporo, dlatego warto zarezerwować sobie więcej czasu i obejść ich co najmniej kilka. Ale i pojedynczo też jest dobrym punktem wypadowym. Przed wejściem na górę (lub po) można zjeść u jej podnóża coś z ogniska. Znajdziecie tam świetnie przygotowany punkt odpoczynku. Kultura nakazuje, żeby dla kolejnych przybyszów pozostawić drewno na opał.

Przy dobrej pogodzie z Ostrzycy rozciąga się widok na Karkonosze. Warto zabrać ze sobą lornetkę.

Z Proboszczowa udaliśmy się nad jezioro Pilchowickie, najdokładniej na zaporę Pilchowice. Ale o tym następnym razem :)

piątek, 05 sierpnia 2011
Ostatnia wycieczka w góry odbyła się przy niesprzyjającej pogodzie. Padało powyżej Karpacza. Trudno - najważniejsze jest sama obecność w górach. Wszakże tam jest wszystko co kocham :) Mgła i deszcz skłoniły mnie do ochraniania aparatu przed wilgocią. Zresztą i tak niewiele było widać. Dopiero przy zejściu do Samotni trochę się rozrzedziła biała mgiełka. Żeby całkiem nie poddać się władzy pogody, wybrałem się jeszcze do Przesieki. Postanowiłem przypomnieć sobie wodospad Podgórnej. Jeden z niewielu niekomercyjnych wodospadów w Karkonoszach. Choć i tu już ktoś wpadł na super pomysł postawienia budki ze słodyczami i pamiątkami. I tak było miło. Warto podróżować. Niekoniecznie by zobaczyć nowe, ale także by inaczej spojrzeć na stare. A jutro... Berlin i WOODSTOCK w Kostrzynie nad Odrą :)
sobota, 20 listopada 2010
Marzy Ci się zobaczyć wszystkie zabytki Dolnego Śląska? A wiesz ile to zajmie czasu? Można to zadanie nieco uprościć! Wystarczy zajrzeć do Kowar! Tam, na terenie dawnej fabryki dywanów, powstał Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska. W jednym miejscu znajdziesz ponad 40 największych zabytków regionu! Zamek Czocha, Książ, Śnieżka, Ratusz we Wrocławiu - to wszystko w jednym miejscu! Zapraszam na mini spacer po Parku Miniatur.

niedziela, 31 października 2010
Latem, wśród Dolnoślązaków, niezwykle popularne na portalach społecznościowych były fotografie z wycieczek na Kolorowe Jeziorka koło Wieściszowic. Postanowiłem i ja tam zajrzeć, mając w pamięci widoki z Plitvickich Jezior w Chorwacji. Jak się okazało, te polskie Kolorowe Jeziorka w ogóle się nie umywają do tych z Chorwacji. Kilka słów o tej atrakcji turystycznej (cytat z http://www.sudety.it/index/obiekty/ID,501/catID,216) "Kolorowe jeziorka to trzy małe stawy znajdujące się w Rudawach Janowickich, na północnym stoku Wielkiej Kopy. Położone są na wysokości od 560 do 640 m n.p.m. Są to zalane wyrobiska pokopalniane. W wyrobiskach tych ze względu na skład chemiczny dna, zebrana woda przybrała kolory purpury, błękitu oraz zieleni. Jeziorka te noszą nazwy - Purpurowego Jeziorka, Błękitnego Jeziorka oraz Zielonego Stawu. Na przełomie XVIII - XX wieku wydobywano tu piryt, krystaliczny siarczek żelaza, nazywanych inaczej złotem głupców, z którego produkowany był kwas siarkowy. Do jeziorek dochodzimy zielonym szlakiem z Wieściszowic na Wielką Kopę."

sobota, 24 lipca 2010
KARKONOSZE - Przez Kopę na Śnieżkę i z powrotem Lubicie wspomnienia? TAAAAAK ;) Ja bardzo. Szczególnie te dobre ;) Dzisiaj przypominam sobie wycieczkę na Śnieżkę. Pierwszą po urwaniu się spodka obserwatorium meteorologicznego. PS. Postanowiłem od dzisiaj dzielić wpisy na wstęp i całą treść notki. Dlatego pamiętajcie, że na jednym lub dwóch zdjęciach wpis się nie kończy :) Trudno jest wybrać kilka ze sporej ilości zdjęć. Mimo krótkiej trasy, jest tyle ciekawego do zobaczenia po drodze! Cel:
wtorek, 20 stycznia 2009

W tym roku sezon podróżniczy rozpocząłem wyjątkowo wcześnie, bo już w styczniu. Zapowiada się udany rok. Chociaż w tej kwestii.

Zdjęć jest niewiele, z różnych względów. Np. mgła,mgła,mgła... a białe kartki mogę fotografować także we Wrocławiu ;)

Trasa: Wrocław --> Szklarska Poręba --> wyciąg na Szrenicę --> Schronisko Odrodzenie --> Słonecznik (bezszlakowo!) --> Pielgrzymy --> Karpacz

--> wyciąg na Kopę --> Śnieżka --> wyciąg --> Karpacz --> Wrocław

Czas operacyjny: 4 dni.

Miało być delikatnie i prawie się udało ;)

Zaczęło się wesoło - wjazd na Szrenicę to jak wjechanie wyciągiem do Nieba. Widzę linę, widzę z przodu krzesełka, a dalej już tylko biel!

Na Szrenicy słyszę, że jeśli chcę dojść do Odrodzenia, to muszę już startować (po oględzinach moich butów i pytaniach o posiadany sprzęt).

Myślę - no to fajnie! :) Start o 12:35... Już po minucie upewniałem się gdzie się ten cholerny czerwony szlak rozpoczyna, bo widoczność ograniczała się do max 20 metrów. Tyczki były... widoczne aż 2 w przód, czasami jedna.

Na ok 30-40 metrów przed Śnieżnymi Kotłami zerkam na mapę, bo już powinienem do nich dochodzić.

Okazało się, że wystarczyło zrobić dwa kroki, aby się pojawiła stacja nadawcza we mgle :)

Później... szliśmy , szliśmy i szliśmy i dojść nie mogliśmy. Śniegu pełno, na zboczach ślisko, tyczek mało... A zmrok coraz bliżej.

Na szczęście w końcu pojawiła się przed nami Przełęcz Karkonoska. Wystarczyło się wspiąć do Odrodzenia.

Hehe, takie proste? Jasne, w lecie i bez mgły. Nie chciałem, żebyśmy zaszli za daleko, więc zadzwoniłem do schroniska. Później zrobiłem 5 kroków i je ujrzałem przed sobą! Niesamowite uczucie.

Kolejne ciekawe zjawisko: noc w upiornym zamczysku! Gospodarze wrócili z Wrocławia do schroniska chwilę przed nami. Było pusto i zimno.

Nie zdążyło się nagrzać. Woda lodowata, w schronisku hulał wiatr. Na szczęście elektryczna dmuchawa w naszym pokoiku się sprawdziła.

Gorąca kiełbasa i frytki też rozgrzały zmarznięte ciała turystów. W tak potężnym obiekcie spały tej nocy tylko 4 osoby i pies!

***

Nowy dzień. Piątek - 16.01.2009

Doba noclegowa kończyła się o 10, więc nie było się co śpieszyć ;) Na szlak wyruszyliśmy dopiero wtedy. Kilka fotek na śniegu (w następnym wpisie) i idziemy. Zielonym... do Pielgrzymów. Już po trzecim drzewku z oznaczeniem szlaku zgubiliśmy drogę. Postanowiłem iść najkrótszą drogą - czyli wzdłuż zbocza, na tej samej wysokości. Śnieg w najlepszym wypadku po kostki. W najgorszym - po pas! Wydrapywałem się na kolanach z jednej dziury (głównie były tam, gdzie kosodrzewina - strzeżcie się kosodrzewiny!), by wpaść pół kroku dalej w następną! Powiadam Wam - Masakra! Aż mi łzy cisnęły się na oczy z tej bezradności. A ileż razy w duchu i na głos mówiłem: pier**** nie idę! Wyznaczyliśmy azymut na jeden ze szczytów - bo wchodząc na szczyt będzie widać dokąd się dalej kierować. Trzeba się było wspinać po stromym zboczu. Ślisko niemiłosiernie - z rakami byłoby łatwiej i bezpieczniej. Śnieg nadal po kolana. Spodnie zamarzały od butów po uda. Lub od końca stuptutów po uda. Działały jak ochraniacze. Kilka tąpnięć sprawiało, że przyspieszalismy. Przecież strome stoki mają to do siebie, że śnieg zlatuje w dół, a nie w górę ;)

Teraz już wiem, jak się czują zdobywcy K2. Oczywiście w ich przypadku należy to wszystko przemnożyć co najmniej kilka razy.

Największą niespodzianką było dotarcie do czerwonego szlaku prowadzącego na ... Słonecznik! Szlakiem uczęszczali jedynie miłośnicy biegówek. Do Słonecznika szło się szybko i prawie po płaskim. Co najważniejsze - po ubitym śniegu. Pogoda niezwykle dopisywała - piękne niebieskie niebo górowało nad nami. Widoczność - wspaniała - dopiero Śnieżka bujała w obłokach.

Najwspanialszym momentem było zejście ze Słonecznika do Pielgrzymów. Szybko, wygodnie i niesamowitym szlakiem - jakby labiryntem wydrążonym w śniegu. Trasa Pielgrzymy - Polana - Wang to już banał. Prawie po płaskim, szybko. Byliśmy cwani - mieliśmy zarezerwowany nocleg w okolicy Wangu. Wystarczył jeden telefon do Mamusi.

Dlatego szczerze polecam pensjonat Marcela - ul. Karkonoska 45 !! (Karpacz). Pizza na telefon też była pyszna :)

***

Być w Karpaczu i nie zdobyć (po raz kolejny) Śniężki? TO SE NE DA!

Z Pensjonatu wygramoliliśmy się późno. Na pewno było po 12, może po 13. Dotarliśmy do wyciągu, wjechaliśmy na Kopę i już trzeba było się spieszyć. Ostatni zjazd jest o 16! Po krótkim epizodzie ze spadającą z wyciągu rękawiczką wystartowaliśmy do Równi pod Śnieżką. Szybkie wejście stromym szlakiem na szczyt (droga jest zamknięta ze wzgledu na niebezpieczeństwo zsunięcia się do kotła Łomniczki). Na szczycie... suszenie się, ogrzewanie, pamiątkowe fotki i biegiem na dół. Dosłownie! Zejście ze Śnieżki zajęło nam ok 10 minut! :) Zresztą wolniej się nie dało - śnieg wyślizgany nadawał prędkości. Do Kopy dotarliśmy ok 15.50 i ... jazda! :)

Gdy byłem na wyciągu zadzwonił do mnie gospodarz Odrodzenia i zapytał czy ja przyjdę do niego, do schroniska tego dnia czy następnego.

Hehe, do tej pory do końca tego nie rozumiem, ale odpowiedziałem mu, że już u niego byliśmy ;)

Po lekkim zmęczeniu zasłużona obiado-kolacja w Karpaczu. Wiecie jak to jest - człowiek głodny to je oczami. Więc zamówiłem pierś z kurczaka z brzoskwinią, ser smażony, frytki, bukiet surówek i zimne z pianką. Pycha! Sztywne nogi mówiły, żeby już nie iść dalej, a jeszcze trzeba się było wspiąć do Karpacza Górnego, do Marceli.

****

Po dłuuuugiej nocy należało się spakować i ulotnić przed 11 z pensjonatu.

Zaliczyliśmy ostatnią atrakcję - Alpine Coaster w centrum Karpacza.

Przyjemność krótka (max 5 minut, bez hamowania jeszcze krócej, cena zjazdu pojedynczego max 6 pln), ale niezwykle energetyzująca.

Po jednym zjeździe było mało ;)

Na koniec niespodziewajka - autobus, który miał się zatrzymać na przystanku, przejechał obok. Więc we dwoje zapakowaliśmy się w ten, który się zechciał zatrzymać, do Wrocławia. Kolejne zdziwienie: PKS do Wrocławia kosztował 16pln/osobę. Natomiast dojazd z Wrocławia do Szklarskiej jakimś Polbusem, czy bóg wie czym, ok 27/osobę! Takie rzeczy tylko w Erze...

Ale i tak, po raz pierwszy w tak pełnym i dosłownym znaczeniu, W Górach Było Wszystko Co Kocham!

Ok, teraz to, co tygryski lubią najbardziej :)) (Tak, tak, naładowałem się pozytywną energią aż po koniuszek nosa!)

 

Przed wyciągiem na Szrenicę

Stąd przyszliśmy - czerwony szlak z Odrodzenia

Z widokiem na Śnieżkę

Czerwony szlak na stawami

Tam poszliśmy - no prawie ;) Karpacz w chmurach

Tęcza nad Karpaczem! Niesamowite zjawisko! Już wiem gdzie ma początek i koniec :)

Ten cień na środku, to cień Słonecznika, słonko świeciło zza pleców.

A może to coś więcej:

Widmo Brockenumamidło górskiezjawisko Brockenu – rzadkie zjawisko optyczne spotykane w górach, polegające na zaobserwowaniu własnego cienia na chmurze znajdującej się poniżej obserwatora. Zdarza się, że cień obserwatora otoczony jest tęczową obwódką zwaną glorią.

Zjawisko obserwowane jest najczęściej w wyższych górach w warunkach, gdy obserwator znajduje się na linii pomiędzy Słońcem a chmurą, która położona poniżej obserwatora odgrywa rolę ekranu. Zjawisko obserwowane w górach daje ponadto efekt pozornego powiększenia cienia obserwatora – projekcja naturalnej wielkości cienia obserwatora na tle oddalonych gór sprawia, iż wydaje się on powiększony.

Zjawisko nazywane "widmem Brockenu" po raz pierwszy opisał Johann Esaias Silberschlag1780 r. Nazwa zjawiska pochodzi od szczytu Brocken w górach Harz, gdzie było ono obserwowane.

Wśród taterników istnieje przesąd, mówiący, że człowiek, który zobaczył widmo Brockenu, umrze w górach. Wymyślił go w 1925 i spopularyzował Jan Alfred Szczepański[1]. Ujrzenie zjawiska po raz trzeci "odczynia urok", co więcej - szczęśliwiec może się czuć w górach bezpieczny po wsze czasy.

 

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Widmo_Brockenu

Alpine Coaster

 
1 , 2